Artykuł
Ryby, wędki i coś jeszcze
Dopóki na świecie będzie choć jedna osoba zmagająca się z głodem, dopóty walka nie jest wygrana
Podlewanie roślin, Sudan Południowy
Z Maciejem Bagińskim rozmawia Nikodem Chinowski
ONZ alarmuje, że w zeszłym roku ponad 730 mln osób było narażonych na skutki głodu, w tym co piąty mieszkaniec Afryki. Jest aż tak dramatycznie?
Na szczęście sytuacja nie jest jeszcze aż tak tragiczna, że prawie trzy czwarte miliarda osób na świecie cierpi głód. Dane przedstawione przez ONZ dotyczą wszystkich pięciu faz, jakie występują w związku z niewystarczającą ilością pożywienia. Pierwsza faza oznacza, że pojawią się pierwsze symptomy zagrożenia głodem. Druga znamionuje podwyższone ryzyko, gdy gospodarstwa domowe są nadal w stanie zapewnić sobie żywność, ale nie mogą już zaspokoić niektórych podstawowych potrzeb. I tu nadal jeszcze jesteśmy daleko od głodu. Trzeci etap, wskazujący już na początek kryzysu, występuje wtedy, gdy gospodarstwa domowe muszą pomijać niektóre posiłki lub ledwie udaje im się zapewnić minimalną ilość jedzenia, ale dzieje się to kosztem innych podstawowych potrzeb. Z czwartą, już krytyczną fazą mamy do czynienia, gdy ludzie muszą pomijać wiele posiłków, mają zapewnioną ledwie minimalną ilość jedzenia kosztem innych sfer życia lub pozbywania się oszczędności. No i ten ostatni szczebel drabiny niedożywienia, czyli głód, który jest już katastrofą humanitarną, i do zwalczania którego niezbędna jest pomoc z zewnątrz. Dla przykładu, szacuje się, że obecnie w Sudanie Południowym w tak tragicznej sytuacji jest 35 tys. osób, w sąsiednim Sudanie – 153 tys. osób, a w Strefie Gazy aż 495 tys. osób.
Niezależnie od klasyfikacji poszczególnych faz zgadzamy się, że jako ludzkość przegrywamy walkę z głodem?